Général vendémiaire

13 vendémiaire’a roku IV to inaczej 5 października 1795. Był to dla generała Bonapartego jeden z decydujących dni w karierze i jedno z tych wydarzeń, które wywołują kontrowersje wśród historyków i amatorów epoki.

Rok 1795 nie zaczął się dla naszego bohatera dobrze. Wprawdzie oczyszczono go z zarzutów udziału w terrorze, ale po wyjściu z więzienia (czy też aresztu domowego, była o tym wcześniej mowa) był zasadniczo bez pracy i bez środków do życia. Na dodatek zajęcia, które mu proponowano, były mało atrakcyjne. Bonaparte (a raczej nadal Buonaparte) nie chciał na przykład stawać na czele armii, która walczyła z powstaniem wandejskim – nie chcąc brać udziału w wojnie domowej. Co ciekawe – w ramach tego, że wszystko już było, przedstawił w ministerstwie niezbyt prawdziwe zaświadczenie lekarskie, niepozwalające mu na udanie się do armii.

Jednocześnie – i gdyby to się udało, historia wyglądałaby zupełnie inaczej – starał się o posadę instruktora wojskowego w Turcji, w armii sułtana… Decyzja ze Stambułu jednak nie nadchodziła, a powodzenie towarzyskie nie wystarczało, żeby żyć.

Los okazał sie ironiczny, ponieważ ostatecznie Bonaparte wziął udział w wojnie domowej, ale dopiero wtedy, kiedy przyszła ona do Paryża. W październiku roku 1795 bowiem, kiedy od kilku miesięcy walki w Wandei nasiliły się, a armia hrabiego d’Artois (najmłodszego brata Ludwika XVI, późniejszego Karola X) otrzymała posiłki angielskie, siły rojalistyczne podjęły próbę odbicia Paryża.

Zamieszki zaczęły się dwa dni wcześniej i było oczywiste, że rojaliści szykują atak na Konwent Narodowy, obradujący w nieistniejącym już budynku ujeżdżalni – stał on wzdłuż dzisiejszej Rue de Rivoli w pobliżu stacji metra Tuileries, otoczony przez nieistniejące już klasztory. Było to najpoważniejsze zagrożenie dla Republiki od czasu wojny z Prusami i Austrią w 1792 roku.

Siły monarchistów zebrane w Paryżu szacuje się na ok. 25 tysięcy ludzi zdolnych władać taką czy inną bronią, a było oczywiste, że agenci usiłują zdobyć poparcie wojska, mając po swojej stronie sporą część gwardii narodowej. W tej sytuacji Paul Barras, deputowany i dowódca obrony Paryża, przypomiał sobie o człowieku, któremu dwa lata wcześniej powierzył obronę prowansalskiego wybrzeża…

Dalej wypadki potoczyły się dość szybko. Bonaparte, sam przecież artylerzysta, który dzięki tej właśnie formacji zyskał sławę pod Tulonem, zdawał sobie sprawę, że to armaty zdecydują o zwycięstwie. Zwłaszcza że ich bateria czterdziestu dział stacjonowała pod Paryżem, w Sablons. Było oczywiste, że ten, kto ją przejmie, ma zapewnione zwycięstwo.

Decydujący był zatem czas i tu na scenie pojawia się drugi człowiek, który następnie zrobi kolosalną karierę wojskową i cywilną za Dyrektoriatu, Konsulatu i Cesarstwa – Joachim Murat. Był on wówczas zaledwie szefem szwadronu kawalerii, ale to jemu Bonaparte powierzył misję przejęcia armat z Sablons. Murat armaty zdobył i przyprowadził do centrum miasta, gdzie zostały rozstawione w ulicach wiodących ku siedzibie Konwentu.

I tu zaczyna się ten wzbudzający największe emocje epizod. 13 vendémiaire’a czyli 5 września doszło do ostatecznej konfrontacji, w której regularna armia otwarła ogień artyleryjski do rebeliantów. Zwolennicy czarnej legendy widzą w tym starciu pierwszy przypadek użycia wojska przeciwko cywilom, a w Bonapartem oczywiście żądnego krwi potwora.

Tyle że rebelianci to nie była ani pokojowa demonstracja, ani nawet spontaniczny rewolucyjny tłum szturmujący siedzibę władzy. Była to potężna zbrojna, choć nieregularna grupa, zasilona przez gwardię narodową, mająca konkretny plan ataku oraz zamachu stanu i oczekująca wsparcia ze strony regularnej armii hrabiego d’Artois i Anglików… Dla Republiki było to być albo nie być, a przeciwnik nie był po prostu tłumem nieuzbrojonych cywilów.

W głównym starciu pod kościołem św. Rocha zginęło trzysta osób, a miażdżąca przewaga sił republikańskich (mimo iż liczebnie były one zdecydowanie słabsze – Barras i Bonaparte mieli do dyspozycji zaledwie 5-6 tysięcy żołnierzy) okazała się potężnym argumentem psychologicznym. Na dodatek okazało się, że pochód armii rojalistycznej przez francuską prowincję jest mniej triumfalny niż się spodziewano, toteż rojaliści musieli złożyć broń w Paryżu, choć w Wandei walki miały się ciągnąć jeszcze kilka miesięcy w tej odsłonie wojny.

Bonaparte jedenaście dni później awansował z generała brygady na generała dywizji, stał się pupilem Barrasa (dzięki któremu miał lada moment poznać niejaką wdowę Beauharnais) i nic już nie stało na przeszkodzie wymarzonemu dowództwu armii Italii. Francja zaś pod koniec września zmieniła system władzy na kolegialny – niepowodzenie Dyrektoriatu miało stać się kolejnym kamieniem milowym na drodze „generała vendémiaire” do władzy.

A na fasadzie kościoła św. Rocha przy rue Saint-Honoré do niedawna widać było ślady po pociskach, niestety po remoncie znikły.

Reklama

2 comments

  1. […] potrzebny), który nie zapomniał kluczowej roli ówczesnego dowódcy szwadronu w wydarzeniach rewolty rojalistycznej roku 1793. Część mniej lub bardziej plotkarskich kronikarzy epoki widzi w tym związku miłość od […]

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s