Wielki Fryderyk inaczej

Napoleon jest zapewne bohaterem największej ilości fałszywych popularnych przekonań. Niemniej Fryderyk II Wielki, król Prus, znajduje się niedaleko za nim, zwłaszcza w Polsce, gdzie nierzadko postrzegany jest wyłącznie przez pryzmat rozbiorów i niepochlebnych opinii o naszych przodkach. Fryderyk obchodzi dziś trzysta ósme urodziny, dziś zatem „Fryderyk inaczej” czyli kilka całkowicie osobistych refleksji o człowieku.

Fryderyk imponuje mi tym, że mając toksycznego ojca poradził sobie w życiu całkiem nieźle. Że po tym, jak tenże tatuś zafundował mu koszmarną traumę w postaci egzekucji najbliższego przyjaciela (a może i coś więcej) na jego oczach, nie oszalał, ale zawziął się i udowodnił tatusiowi, że da radę. Że był wybitnym władcą swojego kraju, mimo że nienawidził życia dworskiego ani sprawowania władzy. Że miał odwagę być sobą i nie ulegać presji epoki oraz otoczenia. Oczywiście, był królem, więc mógł dyktować warunki. Ale zarazem, będąc królem, czuł na sobie znacznie większą presję, co powinien robić, niż zwykły człowiek. Nie uległ tej presji, a mimo to zapisał się jako wielki król.

Lubię w tej postaci również to, że miewał momenty kryzysu i bywał drama queen, jak po bitwie pod Kunowicami, kiedy zamierzał dać się zabić w obliczu porażki. Kocham go oczywiście za to, że był mecenasem sztuk i nauk, że sam pisał świetną muzykę. A także lubię Fryderyka za to, że był mizantropem i nie udawał, że jest inaczej. Lubię ten jego portret, na którym ma niemalże przerażoną minę, bo ktoś na niego patrzy. Sama miewam nader często takie momenty, że najchętniej zaszyłabym się w jakimś Sanssouci i nie widziała nikogo – mawiam wtedy, że odzywa się „mój wewnętrzny Fryderyk”.

Najbardziej znana anegdota dotyczy jednego z najważniejszych osiągnięć społeczno-gospodarczych Fryderyka, który osobiście stoi za kolosalną karierą ziemniaka na europejskich stołach. Otóż aby zachęcić opornych chłopów do hodowli tej rośliny, miał kazać żołnierzom otoczyć pole kartoflane i pilnować go dniem i nocą. Zgodnie z przewidywaniami chłopi zaczęli podkradać ziemniaki, ale żołnierze mieli udawać, że tego nie widzą. Se non è vero, è ben trovato, no i nieźle streszcza starania króla, rozpoczęte w związku z klęską głodu na Pomorzu w 1746 roku, o upowszechnienie hodowli kartofli. Starania te obejmowały kilkanaście dekretów „kartoflanych”, a na płycie nagrobnej Fryderyka do dziś zamiast kwiatów kładzione są ziemniaki.

Do moich ulubionych anegdot należy też ta, że król udostępnił swoją podpoczdamską samotnię Sanssouci – perłę rokokowej architektury – wszystkim chętnym do zwiedzania, pod dwoma warunkami: wyłącznie pod jego nieobecność oraz wyłącznie osobom czysto ubranym.

Z wszystkich stereotypowych przekonań krążących wokół tej postaci pozwolę sobie rozwiać jedno. Można często spotkać opinię, że nienawidził swojej żony i koszmarnie ją traktował. Otóż nie. Jakkolwiek zapewne od początku nie zamierzał konsumować małżeństwa i po objęciu tronu żonę widywał tak rzadko, jak mógł, niezwykle cenił ją jako swoją reprezentantkę w życiu towarzyskim i dworskim. Na barkach królowej Elżbiety Krystyny spoczywała lwia część oficjalnej reprezentacji i obowiązki te wypełniała wzorowo, uwalniając męża od zajęć, których nienawidził, choć jednocześnie zdawał sobie sprawę z ich niezbędności dla funkcjonowania państwa. Wszystko wskazuje też, że królowa męża darzyła sympatią i może nawet chętnie spędzałaby z nim więcej czasu, ale miała też dla niego wiele wyrozumiałości. A z pewnością nie była źle traktowanym więźniem swojego pałacu, co zdarzyło mi się czytać tu i ówdzie w internetach. Jedynym realnym problemem w tym jakże nowoczesnym partnerskim układzie było to, że preferujący spartańskie życie król nie zawsze przeznaczał odpowiednie fundusze na reprezentację, co bywało kłopotliwe zwłaszcza w zimie.

Chętnie po prawdzie przeczytałabym dobrą psychologiczną biografię Fryderyka, który kobiet wcale nie nienawidził, sądząc po uwielbieniu dla starszej siostry Wilhelminy, margrabiny Bayreuth, a także przywiązaniu do pozostałych sióstr. O związanej z najmłodszą z nich, Anną Amalią, tajemniczej historii napiszę kiedyś osobno, bo jest to tak naprawdę opowieść o fascynującym człowieku, którego historia sięga Rewolucji Francuskiej.

Fryderyk jest postacią nietuzinkową nie tylko jako władca i dowódca, ale przede wszystkim jako człowiek. Ktoś, kto bardzo mocno był dzieckiem swojej epoki, a zarazem przekraczał jej ograniczenia. Człowiek łączący w sobie nieskończone przeciwieństwa. Człowiek, który z żelazną wolą pokonywał własne słabości, jednocześnie z nich nie rezygnując, podobnie jak nie rezygnował z żadnego ze swoich zamiłowań: muzyki, filozofii, samotności czy wreszcie towarzystwa ukochanych psów. Towarzystwo zwierząt zdecydowanie wolał od towarzystwa ludzi.

Fryderyk był oczywiście jednym z idoli Napoleona. Cesarz Francuzów napisał obszerny komentarz do sztuki wojennej Fryderyka i odwiedził jego grób w Poczdamie (konkretnie: pierwszy grób, w kościele garnizonowym w Poczdamie. Fryderyk pragnął być pochowany w Sanssouci, w specjalnie przygotowanej krypcie, wraz z ulubionymi psami, ale nie uszanowano jego woli i spoczął tam dopiero po II wojnie światowej). Co ciekawe, można wyznaczyć kilka podobieństw między tymi władcami na różnych poziomach, wcale niekoniecznie odwołujących się do militarnych osiągnięć. Od symbolicznego: Fryderyk koronował się w Królewcu sam, rezygnując z tradycyjnej religijnej sakry. Obaj władcy słynęli z tytanicznej pracy i zaangażowania we wszystkie aspekty funkcjonowania państwa. Obaj też zasłynęli jako wybitni dowódcy wojskowi i jako tacy są powszechnie pamiętani, podczas gdy ich zasługi cywilne i reformatorskie były ogromne, a efekty pracy i pomysłów obu trwają do dziś. Nawet dla kartofli Fryderyka można znaleźć analogię w burakach cukrowych Napoleona.

I na koniec ciekawostka: w powszechnym popularnym odbiorze to Napoleon uchodzi za ikonę niskiego wzrostu, mimo że, jak już wiemy, niski nie był. Za to Fryderyk był, nawet jak na standardy epoki, miał bowiem 1,57 wzrostu.

PS. Jak dowiedziałam się z komentarza jednego z fejsbukowych znajomych, „Fryderyk opracował jedne z pierwszych przepisów transportowych, dotyczących przewozu Towarów Niebezpiecznych. Konkretniej – regulamin przewozu prochu. Dziś takie przepisy są światowym standardem, opracowanym przez ONZ”. Dziękuję za ciekawe info, Paweł!

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s